platforma blogowa portalu głos szczeciński

O współpracy mediów z ludźmi piłkarskiego związku

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że wtorkowy (dzisiejszy) “Głos” jest tworzony m.in. w świąteczny poniedziałek. To prowokuje różne sytuacje.

Zabolał mnie wczoraj brak zrozumienia. Dziś w “Głosie” możecie (jak zawsze, w pierwszy dzień tygodnia, w którym ukazuje się gazeta) poczytać sobie na przykład o IV lidze.

Świąteczny dzień sprawia, że do niektórych trenerów czy kierowników trudno dotrzeć. Nie można się temu dziwić – są święta, nie każdy chce rozmawiać, nie każdy ma przy sobie telefon.

Do klubu X (nie jest istotne, który to z grona czwartoligowców) niestety nie udało mi się w żaden sposób dodzwonić. Potrzebowałem jedynie informacji statystycznych, więc postanowiłem udać się do sędziego tego meczu, posiada protokół meczowy.

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego ZZPN-u (bardzo pomocny, od pewnego czasu próbuje zmienić skamieniały obraz związku) z prośbą o pomoc. Rzecznik skierował mnie do Pana Y (nie będę pisał nazwiskami, żeby nie robić wstydu). Miał on posiadać numer do sędziego, który prowadził mecz drużyny X.

Zadzwoniłem z nadziejami, że pomoc Pana Y przyśpieszy moją pracę. Zdziwiłem się jednak, bo zamiast zrozumienia i dobrych chęci natrafiłem na atak. Nie będę rozstrząsał wszystkich argumentów rozmówcy (niektóre były tak żenujące, że aż szkoda o nich pisać), ale największe pretensje miał do mnie o to, że zadzwoniłem w święta. I nawet chcę go rozumieć, bo to czas odpoczynku, ale sam też chciałbym być zrozumiany. Czy Pan Y myśli, że “Głos”, który dziś pewnie weźmie (albo już wziął) do ręki, jest pisany tego samego dnia? Czy naprawdę nie rozumie, że dziennikarze nie pracują w święta “z przyjemności”? Pan Y uparł się jednak, że mi nie pomoże i nie pomógł. Zakłóciłem jego święta, czym wyrządziłem mu przeogromną krzywdę. A szkoda, bo właśnie dołożył kolejną cegiełkę do muru, jaki stoi między ZZPN-em, a prasą, kibicami i całym środowiskiem piłkarskim.

Dzięki “pomocy” podobnych Panu Y związkowych działaczy, zdobycie czasem wydawałoby się najprostszej informacji urasta do rangi walki o “ściśle tajne przez poufne”. Zabawne, jak w prosty sposób można pokrzyżować komuś życie.

Kończąc ten mało przyjemny świąteczny wątek zastanawiam się tylko, czy Pan Y nie chciał mi pomóc, bo nie mógł, czy po prostu czuł się urażony telefonem w święta? Bo jeśli to drugie, to warto pogratulować szanowania własnego interesu, kosztem organizacji, w której się pracuje :) .

Więcej luzu Panie Y, przyda się to Panu w pracy.

YouTube Preview Image