Kino w Szczecinie stało się rozrywką kulturalną klasy B… albo i C
Jakiś czas mnie tutaj nie było. Ale z drugiej strony nie ma co na siłę produkować wpisów, kiedy nie ma się nic ciekawego do powiedzenia. A i odpocząć trochę trzeba. Dziś pomarudzę trochę na kino. A w zasadzie na szczecińskich widzów.
Lubię obejrzeć dobry film, jak większość ludzi. Klientem szczecińskich kin jestem często, powiedziałbym nawet regularnie. Niestety z każdą kolejną wizytą mam coraz mniej chęci do odwiedzania tych miejsc…
Kilka dni temu wybrałem się na ostatnią część “Harrego Pottera”. I już na wejściu robi się nieprzyjemnie. “Blalbalba, blabla bla, proszę oddać okulary 3D po wyjściu, blablabla, nie zapomnieć oddać“. Płacę za bilet i już na wejściu robi się ze mnie złodzieja okularów. Ale z drugiej strony nie dziwię się. Społeczeństwo mamy jakie mamy i pewnie gdyby nie owa informacja (powtarzająca się także po zakończonym seansie) kilku amatorów okularów by się znalazło.
Do chrupania, mlaskania, siorbania (a nawet bekania… tak bekania!) przywykłem. Taka “kultura”. Kiedy już mi to przeszkadza, to idę do Pioniera, bo tam nikt popcornu nie sprzedaje. Przed pierwszym kadrem zakładam się ze współtowarzyszką:
- Ile razy w trakcie usłyszymy dzwonek telefonu? – pytam.
- 2 – proponuje.
- 3? – daję swoją propozycję.
Nie trafiliśmy, bo dzwonki odzywały się kilkanaście razy (a sala nie była pełna!). Na domiar złego obok mnie usiadła jakaś maniaczka telefonu, która cały czas wysyłała SMS-y. Do głowy jej nie przyszło, że światło ekranu jest dla innych widzów uciążliwe. Ktoś ją w końcu upomniał, ale ona… zrobiła ręką daszek i dalej słała SMS-y. – Po co przyszła na film? – zacząłem się zastanawiać. Odpowiedź przyszła 15 minut później, razem z jej koleżanką. I tutaj przechodzimy do kolejnego punktu – spóźnialstwo. Film i tak zaczyna się z 20-minutowym opóźnieniem, bo przez ten czas emituje się reklamy i zapowiedzi. A ludzie mimo tego spóźniają się dalej. No i jak już przyjdą, to bezpardonowo przedzierają się między ludźmi, bezceremonialnie zasłaniając im ekran i depcząc ich stopy.
Czasem tak sobie myślę. Jak się nie podoba, zostań w domu i obejrzyj film w telewizji. Racja. Skoro jednak płacę 20 złotych za bilet, to mam takie samo prawo w spokoju obejrzeć film, jak każdy inny…
W związku z tym przerzucam się na teatr. Tam pod tym względem jest sto razy lepiej (chociaż i tak zdarza się, że i tam trafia widz z kinową kulturą).


