Wiele osób pyta mnie, jak wygląda nasz wyjazd za Pogonią. Wiadomo – nie jedziemy w zorganizowanej grupie kibiców, więc specyfika naszych podróży jest nieco inna. A skoro są zainteresowani, to pomyślałem, że streszczę ostatnią wycieczkę do Niecieczy. Ostrzegam: przydługie. Kto nie chce, niech nie czyta
.
Podróż rozpoczęliśmy już w piątkowy wieczór. Zapakowaliśmy się w czwórkę do auta i ruszyliśmy w drogę. Postanowiliśmy, że wyjedziemy tak wcześnie, gdyż były ku temu powody.

Jeden z nas miał sporo nauki (egzaminy i zaliczenia na studiach w poniedziałek i wtorek po meczu) i chciał poświęcić sobotę i niedzielę na edukację. Koło godziny 7 rano zameldowaliśmy się w Tarnowie. Podróż przebiegła spokojnie, bez żadnych rewelacji. O 3 nad ranem, na jednym ze śląskich MOP-ów przy autostradzie, rozpaliliśmy grilla. Kierowcy TIR-ów, którzy nas obserwowali, byli lekko zdziwieni i nie chcieli się przyłączyć.
Naszą bazą w Tarnowie był Camping 202. Kameralne i zielone miejsce. Z właścicielem dogadaliśmy się, że domek możemy zająć już od rana (normalnie doba trwała od 14) – oczywiście za dopłatą. Ach, Ci ludzie z południa Polski – potargowaliśmy się trochę i dobiliśmy “deal”. – Proszę tylko, żebyście w godzinach od 12 do 17 przeparkowali auto poza teren campingu – powiedział gospodarz. Zdziwiliśmy się, ale przystaliśmy na prośbę.
Położyliśmy się, żeby odespać podróż. Około godziny 12 obudziły nas przeróżne dźwięki, hałasy i krzyki. Kiedy wstaliśmy, poznaliśmy przyczyny prośby dotyczącej naszego auta. Po terenie campingu biegała rozwrzeszczona gromadka dzieci, a przy stolikach siedziało mnóstwo dorosłych. Okazało się, że jedna z firm zajmujących się energetyką zorganizowała na terenie naszego campingu festyn z okazji dnia dziecka. Była to impreza z rodzaju “wszystko dla wszystkich“. Event zamknięty, a że my w środku…
. - Odbijmy chociaż to, co musieliśmy dopłacić! - zaproponował ze śmiechem jeden z nas. No i odbiliśmy. A właściwie odbijaliśmy, bo był to proces ciągły, trwający cały dzień. Jedyne z czego nie mogliśmy skorzystać (poza lodami, piwkiem, napojami, atrakcjami typu minigolf itp.), to grill. Ten przywilej mieli jedynie uczestnicy (pracownicy firmy) obdarzeni specjalnymi kuponami. Stwierdziliśmy jednak, że nie będziemy gorsi i odpaliliśmy własnego grilla przed domkiem.
O godzinie 16 pojechaliśmy na stadion Tarnovii Tarnowo, gdzie trenowała Pogoń. Lał deszcz, ale nam to nie przeszkadzało. Chcieliśmy zobaczyć naszych. – Co wy, w środę wyjechaliście!? – zagadnął nas ze śmiechem Bartosz Ława. Większość piłkarzy przywitała nas z uśmiechem. Widać było, że uszanowali to, że przejechaliśmy za nimi cały kraj. To było naprawdę miłe uczucie. Podczas treningu jeden z zawodników trafił piłką w nasz samochód. Autor soczystego uderzenia rozwalił nam lusterko. Po treningu podszedł do nas trener Artur Płatek. – Powiedzcie, który strzelił, to odda Wam pieniądze - powiedział szkoleniowiec. Nie wiedzieliśmy, który z piłkarzy uderzał, a żaden z nich się nie przyznał. Trudno, jakoś sobie poradziliśmy
.
Wieczór upłynął nam na grze w ping-ponga oraz finale Ligi Mistrzów. Potem, mocno zmęczeni całym dniem, grzecznie położyliśmy się spać.
Następnego dnia tuż za Tarnowem, gdy jechaliśmy na stadion, zatrzymała nas policja.
- Gdzie jedziecie? - zapytali.
- Do Niecieczy na mecz – odpowiedzieliśmy ze spokojem. Policjanci momentalnie zmienili do nas stosunek.
- Dokumenty! – niemal krzyknął jeden z nich. Był mocno zdenerwowany (wiadomo, zakaz PZPN).
- Spokojnie – odpowiedzieliśmy. – Prasa ze Szczecina. Identyfikatory pokazać?
- Pokazać, pokazać – odrzekli. Kiedy przekonali się, że nie kłamiemy, wyglądali, jakby kamień spadł im z serca. Dmuchnąłem w alkomat i pojechaliśmy dalej.

Fot. Wiola Borzym – Tak pracowaliśmy w Niecieczy (widać nas w tle).
Na stadionie w Niecieczy byliśmy ponad 2 godziny przed meczem (oczywiście ten z nas, który miał się uczyć, porzucił wszelkie nadzieje). Bylibyśmy jeszcze wcześniej, ale do akcji włączył się nasz GPS. Nawigacja posłała nas przez totalne dziury, drogami, których… nie było! Gdy już się zgubiliśmy (10 km od Niecieczy) pomagali nam miejscowi. – To “bedzie” tam – powiedział nasz bezzębny przyjaciel. – Pojedziemy kawałek z wami! – zaproponował ochoczo drugi, lekko wczorajszy. Zrezygnowaliśmy ze wspólnej podróży, ale istotnie: kompani nam pomogli. Na stadionie w Niecieczy zero znanej z wielu obiektów “napinki“. Pogadaliśmy z rzecznikiem, kierownikiem klubu i już przez ochronę klubu traktowani byliśmy jak ci, którym wolno wszystko i wszędzie. Miło, a my nie zamierzaliśmy tego nadużywać. Gorzej miał były bramkarz Pogoni Krzysztof Pyskaty, którego ochrona długo nie chciała wpuścić na obiekt. Z “Pyskaczem” serdecznie przywitaliśmy się i ucięliśmy miłą pogawędkę. – Awansowaliśmy do III ligi – zaczął Pyskaty, który jest teraz bramkarzem Limanovii Limanowa. – Jest możny sponsor, w przyszłym roku powalczymy o II ligę. Jest dobrze. Tydzień temu byłem w Stróżach na meczu Pogoni z Kolejarzem, ale boisko “nie dojechało”! - dodał ze śmiechem.
Kilka słów należy wspomnieć o stadionie. Kameralny, iście I-ligowy, w miarę nowy. Ciekawostki: minitelebim przed stadionem, wyświetlający aktualną tabelę, skład zespołu i wyniki ostatniej kolejki. Takiego czegoś jeszcze nie widzieliśmy. No i krzesła, a w zasadzie fotele dla VIP-ów – zostały przeniesione chyba z sali kinowej. Przed meczem usiedliśmy na chwilę na jednym z takich skórzanych cudeniek i… stwierdziliśmy, że oglądanie meczu z takiej perspektywy to jednak nie dla nas. Wolimy twarde krzesła i laptopy.
Po meczu nie mieliśmy za dużo czasu na rozmowy z piłkarzami, bo szybko uciekali na pociąg. Mimo tego znaleźli chwilę na pogawędkę. Widać, że w zespole panuje dobry duch. – Ile jechaliście? – zagaił Robert Kolendowicz. – Szybko, wiesz, nowe trasy są, miło się jedzie - odpowiedzieliśmy, a kierownik Ryszard Mizak już poganiał naszych rozmówców.
I to by było na tyle. Spakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy… na grilla. Rozbiliśmy się przed Tarnowem, w szczerym polu. Mieliśmy uwinąć się w pół godziny, ale zeszło nam blisko 2,5. Do Szczecina dojechaliśmy w poniedziałek o 6 rano, a jeden z nas pierwsze zaliczenie na uczelni miał już o 11.30.
Na koniec mocno już nieaktualne, bo Nieciecza ma I ligę i zmodernizowany stadion, ale jednak obrazowe i ciekawe:
